nie będę pisać, a przynajmniej nie tutaj. Zdecydowanie zmieniło się moje życie, w którym nie gości już FAS i RAD. Owszem, raz na jakiś czas pojawia się Darek czy Aga, ale to juz nie ma wpływu na moje decyzje i plany. Ostatnio był Darek, prosi o pomoc w rozwiązaniu przysposobienia w stosunku do ojca. Nie dziwię mu się, od lat, praktycznie od początku, nie mieli kontaktu, a uczucia między nimi były raczej wrogie. Pomogę mu oczywiście.
W ubiegły wekend była u mnie Dorkama, poznana przez tego bloga. Przegadałyśmy cały dzień, pół nocy, a mogłybyśmy pewnie tak jeszcze dużo dłużej
. Uwielbiam tą kobitkę.
Była w Polsce siostrzenica, Ewka. Pisałam tu o niej nie raz. Była ponad tydzień. Przykro mi, że nie wstąpiła, nawet nie zadzwoniła. Już pojechała z powrotem do Niemiec. Cóż....... szkoda, że powiedziałam Krzysiowi że jest i nas odwiedzi (bo miała), bardzo tęskni za nią i jest zawiedziony.
30go mam operację. Wersja dla Krzysia - jadę na szkolenie i będę miała "wypadek". Rodzicom wspomniałam ignorując sprawę totalnie i udało się, bo nawet się zbytnio nie zainteresowali.
A ja? hmmm, no nie powiem, że się tak calkiem nie boję. Mimo tego, że zakładam oczywiście wersję najbardziej optymistyczną pozwalającą na powrót do pracy w czasie do dwóch miesięcy. Bo jest ogromna szansa na to, że jedynym wspomnieniem po gadzie będzie moja asymetria. Taa, zawsze lubiłam asymetrię....
I pomyśleć, że gdyby nie moja siostra, nic bym nie wiedziała. Ej siostra, siostra...... będzie dobrze.
A na razie zawieszam wpisy.
Bo za długo było spokojnie? Bo ja nie mogę tak bez wstrząsów i zmartwień?
Odebrałam dziś wynik badania histopatologicznego po mammotomii........
Musimy pozmieniać plany. Cholera..................
porobiły się i to spore, chociaż tak naprawdę to nic wielkiego się nie dzieje. Ale jakby nie patrzeć przeleciały święta, wróciłam po miesięcznej przerwie do pracy, czekam na wyniki mammotomii w przekonaniu, że wszystko jest ok oczywiście. I tak sobie biegnie dzień za dniem.
Od ostatniej wizyty Agnieszki nie widziałam się ze starszakami. Znaczy spotkałam niedawno Darka w mieście, ale ani czasu zbytnio nie było, ani rozmowa się nie kleiła. Aga podobno znowu zafarbowała sobie włosy na czarno i podobno wygląda jak fanka trendów gotyckich - strasznie. A tak ślicznie wyglądała jeszcze dwa tygodnie temu.
Moje facety pojechały na żużel, a ja durna zamiast delektowac się spokojem i ciszą błogą mam coraz wiekszą ochotę na upieczenie szarlotki..... nie wiem tylko czy mam wszystko w domu i nie trzeba wyskoczyc po brakujące składniki, a to mi się już nie uśmiecha. Tym bardziej, zza okna słychać złowieszcze pomruki i w każdej chwili może lunąć. Oby nie, bo Krzysiek czekał na ten żużel jak na szpilkach.
Aaaa, no bo u mnie się personalnie pozmieniało. Nie zamierzałam, zapierałam się rękami i nogami ale był taki dzień jeszcze w ubiegłym roku, że stwierdziłam "niech się dzieje". To było dokładnie w dniu, kiedy moja siorka miała ostatnią operację, po której wiadomo było, że medycyna już jest bezradna. Podzieliłyśmy się z mamą, że ja posiedzę w szpitalu i poczekam aż Gogę przywiozą na salę po wszystkim i kilka godzin, a potem zmieni mnie przy niej mama. Z Krzysiem został A, którego wcześniej brałam za kogoś innego i z którym umówiliśmy się na kawę aby powspominać podwórkowe czasy dzieciństwa. A potem on się zaparł i niemal codziennie robił solidną trasę aby się z nami widywać. No i jakoś tak naturalnie sam zaoferował, że przyjedzie aby zostać z Krzysiem jak ja będę przy siostrze. Kiedy mama mnie zmieniła, nie powiedzieliśmy jej o fatalnych wieściach, siostra nie chciała tak od razu. Nie było to łatwe. Wysłałam do chłopaków smsa, że powinnam być za jakieś pół godziny i dostałam zwrotnego, że pewnie wszystko dobrze. Kiedy zaparkowałam pod domem byłam zdruzgotana, miałam ogromną kulę w gardle i zaciśnięte szczęki żeby nie pęknąć. Zadzwoniłam do A mówiąc, że jestem pod domem, że wcale nie jest i nie będzie dobrze i że moja siostra już z tego nie wyjdzie. I że jak wejdę do domu to nie chcę o tym rozmawiać. A kiedy po kilku minutach otworzyłam drzwi, bez słowa zagarnęły mnie z nich ciepłe i bezpieczne ramiona i tak zostałam. Niewiele pamiętam z tego co było później, w zasadzie nic nie pamiętam prócz tego, że mi ulżyło. No i "zaczęło się dziać" i dzieje się coraz lepiej, stabilnie, przyszłościowo. Bałam się bardzo o emocje Krzycha ale wszystko wskazuje na to, że w końcu ma tatę....... A ja coraz mniej czasu spędzam przy komputerze i stąd też zaległości.
A niech tam, pójdę do sklepu i zrobię im tę szarlotkę
Nawet punktualnie. Miałam nieco obaw co do tego "jak kobieta z kobietą" ale okazały się zbędne. Przyszła w zasadzie poplotkować, a jak sie dobrze zastanowiłam to chyba się pokazać. Wyglądała naprawdę świetnie. Kiedy ja widziałam ostatnio powiedziałam jej, że wygląda strasznie. Chuda przeraźliwie, zapadnięte policzki, wystające kości, szara cera i mocny makijaż - strasznie. Teraz lekko przytyła, była prawie nieumalowana, wlosy czyste, lśniące, ładnie pachniała. Ale ubiór ! Super. Mini, wysokie kozaczki, krótka modna skórzana kurteczka. Wielokrotnie mówiła o tym, że faceci się za nia oglądają na ulicy, zaczepiają, a przecież wolno jej sie jakos ubrać - no nie? Wyraźnie czekała na wyrazy uznania za wygląd no i doczekała się. Hmm, w zasadzie to własnie chciała jak kobieta z kobietą - o ciuchach
. Wolałam nie pytać skąd ma te ciuchy, zarabia niewiele i - jak twierdzi - ciotka jej bardzo skąpo wydziela kasę mając pełny dostęp do jej konta jako współwłaścicielka. Na co oczywiście Aga się zgodziła bo nie miała innego wyjścia (nie potrafi sprzeciwić się ciotce), a sama konta tez nie potrafi założyć. Niestety, wypełnienie druczku przekracza jej możliwości. Ale nie chcę aby kłamała, a pewnie tak by było.
- No cześć mamo, mogę przyjść pogadać?
- Dzieńdobry Agnieszko. Stało się coś?
- Nie, nic sie nie stało, ale chciałabym z tobą pogadać no wiesz, jak kobieta z kobietą.
- Ostatnio jak się umówiłyśmy na ważną rozmowę to ja czekałam, a ty nawet nie zadzwoniłaś.
- ..........................................
- Aga?
- nooo, głupio mi się zrobiło. To mogę przyjść?
Ma być za pół godziny. Przyjdzie?
piątek, 25 maja 2012
Licznik odwiedzin: 105 216 (wersja testowa)
Adopcja. RAD. FAS. Moje życie po rozwiązaniu przysposobienia. Dla mnie jako autoterapia i dla innych borykających się z podobnymi problemami.
beonda@wp.pl
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||