Tytuł notki to tytuł historii mojej siostry na pewnym forum. Dziś poprosiłam admina o zamknięcie tematu.
Jestem dumna, że miałam taką wspaniałą siostrę. Nie każdy ma to szczęście........
sama nie natknęła się na ten artykuł, chciałabym aby mi go ktoś wskazał..... chociaż przyky i serce się kroi..... Warto to wiedzieć.
Moja siostra odbywa właśnie swoją Ostatnią podróż.
Wrzucę kilka myśli, ogólnie pewnie chaotycznych bo na tyle mam czas i głowę.
W stałym miejscu nadal wisi brelok dopięty do kluczy od pokojów po Darku i Agnieszce. Na tym breloku z jednej strony jest fotka legitymacyjna Darka, z drugiej Agnieszki, ale "frontem" jest Darek. Pokazałam komuś kilka fotek z zaprzyjaźnionego bloga. Konkretnie pokazałam mu zdjęcie buzi Oli....... (kto czyta "Tuptusie" ten wie) bez jakichkolwiek tłumaczeń z mojej strony. Po chwili usłyszałam "czy ta dziewczynka nie jest spokrewniona z tym chłopcem z breloka?" Ten "Ktoś" to osoba, która kompletnie nic nie wie(działa) na temat FAS czy RAD. Nie zna Darka, widziała tylko brelok. Ola ma zdiagnozowany FAS. Trzeba tu komentarz ?
Robiłam gołąbki. Pomyślałam - "to ostatnia potrawa, jaką ugotowała moja siostra"..... Bo robiła gołąbki na Złote gody rodziców.
Często łapię się na takiej myśli jedząc coś smacznego, że ona już tego smaku nie poczuje.......
Walczy z ogromną determinacją. Już nie wstaje, nie ma siły, niknie w oczach. I co robi ??? Ćwiczy !!! Ogromnym wysiłkiem, po dziesięć powtórzeń (na dwie "tury" bo na więcej brakuje siły) podnosi, zgina, prostuje i opuszcza nogę, najpierw jedną, potem drugą. A mnie ogarnia duma i podziw, pomieszane z takim zaje..... żalem.........
- Ciociuuuu, tak mi Ciebie żal, że tak chorujesz. A tego raka to masz pewnie przez papierosy.... A jak wyzdrowiejesz to zagramy jeszcze w jakieś gry?..... planszowe?........
jest..... bezradna. I bezsilna. Pozostało nam bezradnie czekać patrząc jak najbliższa osoba cierpi i się męczy. Medycyna już nic nie zrobi dla mojej siostry - tez jest bezradna. Jeszcze może zdrzyć się cud..... Pozostaje jedynie cud.
Kolejne koszmarne godziny w szpitalu, który Ona opuściła na własne żądanie. I te jej oczy........
Coraz trudniej odskoczyć od tematu, od obrazu, od dźwięków. Coraz trudniej mówić dziecku, że nie mogę go zabrać do cioci. W tym roku pewnie też trzeba będzie "zapomnieć" o Dniach Babci i Dziadka, bo u nich jest moja siostra....
W niedzielę rozmawiałam kilka godzin z pewną panią redaktor, która na tę rozmowę przyjechała z Warszawy (a to jednak jest kawałek drogi). Być może uda się nieco w innym świetle przedstawić bulwersujące opinię społeczną "zwroty" dzieci do placówek opiekuńczych. Być może uda się zmienić nastawienie społeczeństwa do dzieci "niebiologicznych"?
Zauważyłam, że po lekturze mojego bloga przynajmniej kilka osób popatrzyło na historię oddanej przez rodzinę zastępczą "Ani" w inny sposób. Bo przecież ta rodzina została wirtualnie zlinczowana..... a nie wiemy co tam tak naprawdę się działo. O wielu złych rzeczach i sprawkach nie mówimy, jako rodzice chroniąc dzieci przed opinią, w efekcie budując złą opinię samym sobie......
- Krzysiu, co masz na nogach?
- Nic, mamo
- A co powinieneś mieć?
- Pantofle.
- No to co zaraz będziesz mieć?
- Dziurawe skarpetki............
A myślałam, że powie "pantofle".
Pisałam kiedys o moich poszukiwaniach. Pierwsza notka była w listopadzie 2010, kolejna w styczniu 2011. Potem miałam przerwe w poszukiwaniach - grzebałam po internecie, weszłam sobie m.in. do archiwum w Osterode, ale nie miałam czasu aby to wszystko tłumaczyć, a i problemy językowe coraz większe. Ot, brak kontaktu z żywą mową robi swoje.
No, ale w końcu poszłam na łatwiznę i napisałam meila do miejskiego archiwum w Osterode. Wczoraj wyjęłam ze skrzynki pocztowej przesyłkę stamtąd. Wyciągnęłam pismo, zaczęłam czytać od razu tłumacząc.
Szanowna pani, polski porucznik S.W. zmarł 10 kwietnia 1940 roku o godz. 7 w ......... i usiadłam. Znalazłam. Wiem dokładnie jaki jest "adres" grobu dziadka. Pismo zawiera załącznik......
Zadzwoniłam do taty. "Trzymam w ręku kserokopię aktu zgonu dziadka".......
I pomyśleć, że w zasadzie wszystko czego się dokopałam wzięło początek z sieci. Gdyby nie to, pewnie nadal żylibyśmy w błędzie i co do przyczyny, i co do miejsca. Niesamowite........
czwartek, 16 lutego 2012
Licznik odwiedzin: 92 673
Adopcja. RAD. FAS. Moje życie po rozwiązaniu przysposobienia. Dla mnie jako autoterapia i dla innych borykających się z podobnymi problemami.
beonda@wp.pl